Widok w social mediach: zdjęcie przy kawie, na lotnisku, na Bali, na festiwalu Burning Man, na konferencji…Konieczne jest zdjęcie z podpisem: „Żyj na własnych zasadach.” W razie co na e-receptę możesz kupić medyczną marihuanę, to się “wybalansujesz”, Prezesie.
Brzmi świetnie. Ale zwykle za tym zdjęciem stoi człowiek, który od roku (przy dobrych wiatrach!) nie przespał spokojnie ani jednej nocy, a w najlepszym przypadku suplementuje się Magnezem i Potasem, a nie lekami typu Xanax czy Afobam (lub inna opcja, na receptę od Twojego psychiatry/neurologa).
Witamy w CYRKU – czyli w świecie odpowiedzialności zarządu!
Tam, gdzie telefon dzwoni również w sobotę, gdzie problemy klientów stają się problemami firmy, a problemy firmy – problemami zarządu, gdzie błędy pracowników stają się problemami zarządu, gdzie decyzje podjęte dziś będą miały konsekwencje za 2, 5 lub 10 lat.
Nie, nie będziemy tu narzekać. Dodamy szczyptę sarkazmu. Ale to jest próba pokazania czegoś, czego większość ludzi nigdy nie widzi, bo „Przecież jesteś swoim własnym szefem”! To prawdopodobnie jedno z najbardziej niedocenianych zdań w biznesie.
Pracownik kończy pracę o 16/17:00. Wyłącza komputer. Wraca do domu. Włącza serial. Idzie na spacer. Jedzie na wakacje. Pije drinka, uprawia seks. No tak, pracownicy teraz się oburzą (trochę cierpliwości, drodzy, o tej stronie medalu będzie w kolejnych artykułach!).
Jeżeli coś się wydarzyło w firmie – jutro nadal będzie miał pracę albo „rzuci papierami”, weźmie L4, spokojnie poszuka innej pracy, odejdzie do następnej firmy. Przecież dzisiaj rynek należy do pracownika.
Natomiast CEO często wraca do domu fizycznie. Psychicznie nadal siedzi w biurze.
W głowie trwa nieustanny proces: o płynności finansowej, o zobowiązaniach i należnościach, o rozwoju, o konfliktach ludzi w firmie, i czy urząd nie zakwestionuje rozliczeń, czy kluczowy pracownik nie odejdzie, czy księgowa dobrze księguje, czy wspólnik nie zmieni zdania, czy nie pojawi się kontrola, bo zwolniony pracownik koniecznie chce zemsty, czy nie przeoczył jakiegoś ryzyka prawnego, czy strategia nadal ma sens i jak motywować pracowników/managerów. I tak dzień po dniu. Rok po roku.
Odpowiedzialność zarządu nie kończy się o 17:00.
W Polsce (no nieeeee, nie tylko w Polsce!!!) bardzo często funkcjonuje mit, że zarząd „tylko zarządza”. To bullshit! Bo członkowie zarządu mogą odpowiadać: cywilnie, podatkowo, administracyjnie, karnie, karnie skarbowo, majątkowo. Niektóre decyzje mogą skutkować odpowiedzialnością jeszcze wiele lat po ich podjęciu.
Innymi słowy: pracownik może popełnić błąd, a zarząd często odpowiada za skutki tego błędu. Drodzy pracownicy (UWAGA!!!) miejcie to na uwadze, wasze błędy w konsekwencji mogą skutkować nawet realnym brakiem wolności CEO!
Brzmi nie instagramowo, prawda? Ale co tam, każdy ma problemy przecież…
Czytaj również: Fundacja Rodzinna – statut i model rozliczeń jako fundament bezpieczeństwa całej struktury
„Weź L4 i odpocznij!!!”
To kolejna rada, którą CEO słyszą regularnie.
I oczywiście — zdrowie jest najważniejsze. Jednak, jeżeli CEO prowadzący kilkudziesięcioosobowy zespół trafia na miesięczne zwolnienie, to jego odpowiedzialność nie znika. Nie wyłącza się. Nie przekłada się. Kontrakty nadal trzeba realizować. Wynagrodzenia nadal trzeba wypłacać. ZUS nadal oczekuje składek. Urząd Skarbowy nadal działa, kontroluje i czeka na podatki. Klienci nadal mają swoje problemy. Pracownicy chcą na urlop i wziąć L4. A bank nadal oczekuje spłaty zobowiązań.
Formalnie można być na L4. Psychicznie i fizycznie często nadal jest się na stanowisku.
Work-Life Balance. Największa kpina współczesnego biznesu?
Oczywiście work-life balance jest ważny. Pytanie tylko, czy dla części CEO oznacza on dokładnie to samo co dla pracowników.
Dla pracownika work-life balance często oznacza: „Po pracy nie myślę o pracy”.
Dla CEO oznacza często: „próbuję nie myśleć o pracy przez 45 minut podczas kolacji lub w czasie, kiedy uprawiam seks.” To nie jest przesada. To konsekwencja odpowiedzialności.
Zwłaszcza gdy CEO jest jednocześnie: właścicielem, inwestorem, członkiem zarządu, osobą poręczającą kredyty, często personalnie wekslem in blanco, twarzą marki, głównym sprzedawcą, osobą podejmującą strategiczne decyzje.
Wówczas granica pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym zaczyna przypominać bardziej teorię niż praktykę.
Psychosomatyka CEO
Jest jeszcze temat, o którym mówi się zdecydowanie za rzadko. Psychosomatyka.
Organizm człowieka nie został zaprojektowany do wieloletniego funkcjonowania w stanie permanentnej gotowości bojowej. Tymczasem wielu CEO funkcjonuje dokładnie w takim trybie.
Typowe objawy to między innymi: bezsenność, chroniczne zmęczenie, bóle głowy, nadciśnienie, problemy kardiologiczne, zaburzenia odporności, problemy gastryczne, napięcia mięśniowe, stany lękowe, wypalenie zawodowe.
Organizm nie odróżnia bowiem kontroli podatkowej czy „zdrady” kluczowego pracownika od ataku drapieżnika. Dla układu nerwowego stres jest stresem. I po kilku latach zaczyna wystawiać rachunek, m.in. w postaci: nerwicy, udaru, wylewu, wrzodów, onkologii, zaburzeń układu nerwowego/trawiennego, zaburzeń hormonalnych i psychicznych, wiele innych schorzeń i chorób, a wielokrotnie te konsekwencje przybywają z całym bukietem różnorodności.
Samotność CEO
Wielu CEO nie może otwarcie mówić o swoich obawach. Nie dlatego, że nie chce.
Dlatego, że pełni określoną rolę. Zespół oczekuje spokoju. Klienci oczekują pewności. Wspólnicy oczekują stabilności. Kontrahenci oczekują przewidywalności. Jak CEO powie że “nie wie co zrobić”, “nie ma siły” itd…to gorzka prawda jest taka, że mało kto w tym otoczeniu poklepie go po ramieniu, bo pracownicy wystraszą się że ich lider “na wykończeniu” i poszukują miejsca, w którym lider iskrzy i będzie dzielnie prowadzić, a wspólnicy/founderzy zastanowią się nad zainwestowaniem w nowego ceo (Because it’s business. Nothing personal) i pociąg musi jechać dalej, a motorniczego się zastąpi. Wyjątki są, ale one niestety potwierdzają regułę.
W efekcie osoba odpowiedzialna za wszystko często zostaje sama ze swoimi wątpliwościami i słabościami, odcinając się od siebie, ucząc się nadwyrężać i przekraczać siebie bardziej dla szczytnych celów biznesowych. I właśnie dlatego coraz większego znaczenia nabierają: grupy mastermind, interwizje CEO, mentoring, coaching zarządczy, psychoterapia dla CEO, świadome budowanie środowiska wsparcia, biznes kluby itp.
Czy warto zostać CEO? Tak. Ale warto wiedzieć, na co człowiek się zapisuje. Chociaż jeśli będzie to dokładnie wiadomo od początku, to nie tak wielu stanie w kolejce z pewnością.
Stanowisko CEO nie jest funkcją. To sposób życia. To odpowiedzialność za ludzi: za decyzje, za konsekwencje, za czas, za przyszłość organizacji, siebie i swoich bliskich. Ostatnio w Polsce coraz bardziej popularna jest formuła migracji zarządów z eskortą w kajdankach o 5/6:00 rano z domów do aresztów, takie atrakcje też warto uwzględniać, planując swoją karierę na takim stanowisku.
To również nieustanna nauka zarządzania samym sobą. Bo paradoksalnie największym wyzwaniem CEO nie jest zwykle konkurencja, nie urząd, ani kryzys gospodarczy.
Największym wyzwaniem jest zachowanie własnego zdrowia psychicznego, fizycznego i emocjonalnego podczas wieloletniego niesienia odpowiedzialności za organizację.
I być może właśnie dlatego najrzadziej zadawanym pytaniem wobec CEO nie powinno być: „Ile zarabiasz?”. Ale raczej: „Ile kosztuje Cię psychicznie bycie osobą, która za to wszystko odpowiada?”
Ciekawym wątkiem jest też, czy cechy narcystyczne są przydatne dla tej roli i ułatwiają CEO o takich cechach funkcjonowanie na wysokich obrotach oraz czy ludzie idą za takimi CEO w szacunku czy jednak poddani manipulacjom i w strachu?
Dyskusja i zastrzeżenie
Niniejszy artykuł ma charakter publicystyczny, edukacyjny i dyskusyjny. Stanowi zbiór obserwacji, doświadczeń CEO oraz tematów poruszanych podczas spotkań biznesowych, mentoringowych i akademii CEO.
Nie stanowi porady prawnej, podatkowej, psychologicznej ani medycznej.
Zapraszamy do merytorycznej dyskusji na temat odpowiedzialności zarządów, CEO oraz wpływu przewlekłego stresu biznesowego na zdrowie i życie prywatne CEO.
Czytaj również: Mit, który kosztował wielu przedsiębiorców majątek: „Przecież mam spółkę z o.o.”

